Znajdź Nas na

Blogi

Z Fałsza: Malarz z pędzelkiem przedszkolaka

Malarze są różni, jedni lepsi, drudzy gorsi. Ostatnio, gdy jeden malował mi płot, to pół dnia musiałem stać i pilnować, bo tak niefachowo się za to zabierał. Gdybym jednak stworzył plebiscyt na najgorszego malarza to ewidentnie nie miałby szans w starciu z obecnym lewym ławkowym GOSiRek Piaseczno.

Na początku do klubu z Piaseczna przyszedł sobie nikomu powszechnie nie znany gość o twarzy raczej mało elokwentnej. Z twarzy bił podobny intelekt, co od Aleksandra Doby w momencie opuszczania kajaka po opłynięciu świata. Między oboma osobnikami jest jednak spora różnica. Kajakarz coś jednak w swoim życiu osiągnął, bo opłynął świat, a trener Malarz mógł się pochwalić jedynie swoim bratem. Zarówno wówczas jak i teraz, gdyby sporządzał on biografię to miałaby ona tytuł „Zawsze w cieniu” i bez wątpienia ton prozy byłby porównywalny z biografią Raymonda Domenecha (Lecz ponownie, Domenech cokolwiek w swoim życiu osiągnął).

Myślicie sobie po pierwszym akapicie „ale on sączy jad”, „ale on musi nienawidzić tego Malarza”. Bynajmniej. Jakiś fach trenerski musi on posiadać, skoro brat załatwiał mu regularnie staże w klubach w całej Europie. Tym gorzej to jednak świadczy o nim, gdyż jeśli faktycznie fach posiada, to w zupełności go nie wykorzystuje. Dajcie mi przykład meczu, gdy Gosirki tracąc bramkę jako pierwsze zdołały wygrać mecz…Zdarzyło się może raz, a bramkę tracą jako pierwsze z dużą regularnością. Formacje zespołu nasz lewy ławkowy planuje chyba w grze Football Manager, bo ewidentnie nie dopiera taktyki do zawodniczek, a próbuje działać odwrotnie (i nie za dobrze mu to wychodzi). Założenia taktyczne? Anglicy w latach 50-tych ubiegłego wieku byliby dumni. Grać na dwie skrzydłowe nie mając żadnej szybkiej technicznej zawodniczki w składzie? Tego nie wymyśliłby chyba nawet Zbigniew Boniek, gdy próbował pozorować za trenera. Jednym słowem nic, pustka.

Cokolwiek by o nim nie powiedzieć, jako trener przeżywa swoje małe werterowskie cierpienia. Znajduje się teraz w miejscu, w którym, możemy to powiedzieć z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością, nie chciałby się teraz znajdować. Tydzień w tydzień włączając w niedzielny wieczór telewizji widzi w niej swojego brata i jego żone, wyłącza telewizor, idzie spać, a po przebudzeniu się musi planować trening dla małych dzieci i kobiet. Pewnie chciałby znaleźć się w miejscu, w którym obecnie znajduje się Jacek Magiera, w świetle jupiterów, a tymczasem musi tydzień w tydzień wychodzić na obskurny półstadion w Piasecznie. Osobiście mu się nie dziwię, jak człowiekowi. Gdy przez tyle lat odzwyczajasz się od męskiej piłki, gdy twoje marzenia o osiągnięciu w swoim życiu czegoś znaczącego powoli umierają, ciężko jest zachować motywację do czegokolwiek.

Tak właśnie widzę sytuację Mariusza, zmęczonego tym wszystkim, załamanego faktem, iż wsiąkł w piłkę kobiecą na tak długo. To miał być dla niego epizod, by poznać coś innego, a tymczasem stało się smętną rzeczywistością, codziennością. Z obecnej pozycji niesłychanie ciężko mu będzie wrócić na tor, który poprowadzi go ku spełnianiu trenerskich ambicji, raczej znalazł się obecnie nad piłkarską przepaścią, z której jedynym ratunkiem jest żmudne wspinanie się po kolejnych szczeblach, na których już się znajdował. To właśnie sprawia, że motywacji do pracy u niego co raz mniej, a i o wyniki już nie walczy jak przed laty. Pogodzenie się ze swoją sytuacją to punkt rozwidlenia. Pora na wybór swojej przyszłości.

Nie widzę przyszłości Mariusza Malarza w GOSiRkach. Nie widzę i sądzę, że on również jej tam nie widzi. Nie widzę też dla niego szansy na spełnienie skrytych ambicji. Może braciszek rzuci mu linę, by ratować go od upadku i zostanie jego asystentem w jakichś poważnych rozgrywkach? W zasadzie to chyba jedyna ścieżka. Czy efekt świeżej miotły zadziałałby w GOSiRkach? Na pewno gorzej już nie będzie, bo czy może być gorzej? Bez żadnych zmian spadek może się wkrótce okazać rzeczywistością. Ten mariaż powinien się zakończyć jak najszybciej, dla obu stron.

Piłka stagnacji nienawidzi, karze stagnacje w Arsenalu, ukarze również w Piasecznie. Działaczom piaseczyńskiego klubu przesyłam złotą radę, pójdźcie po rozum do głowy, lepiej późno, niż wcale. Malarz z pędzelkiem przedszkolaka Goi, czy Picasso nigdy nie dorówna. Zmaluje wam co najwyżej taki scenariusz, że w lipcu pozostanie wam rola imitacji Żebraka z obrazu Fryderyka Pautscha.

 

Spes mater stultorum.

 

Artur Strzelecki fot. za Pinterest

 

*Powyższy opis ma charakter publicystyczny, wyrażany jako prywatna opinia wypisana przez autora wpisu i redakcja PSNews nie utożsamia się wypowiedziami zawartymi w owym artykule. W przypadku chęci zgłoszenia uwag prosimy o napisanie na redakcja@psnews.com.pl

Facebook

Więcej w Blogi