Znajdziesz nas na:

Główna

Todor Mollov: „Czasem żartuję sobie że jestem ostatnim dinozaurem” (CZĘŚĆ 1)

Mało jest osób w Polsce które przywiązują się do naszego kraju i są obcokrajowcami. W sporcie można wyróżnić takie persony jak Emanuel Olisadebe, Mamed Khaidov, Wang Zeng Yi czy Georg Grozel (niemiecki siatkarz znany z występów w Resovii Rzeszów). Natomiast gdyby pomyśleć nad szkoleniowcem, to nasuwa się tylko on – Todor Mollov. Obecny szkoleniowiec koszykarskiej reprezentacji Polski w szerokiej rozmowie z Piaseczno Sport News opowiada (w tej części) m.in o trwającym procesie odmładzania kadry, kiedy odejdzie na sportową emeryturę czy jak zmieniła się koszykówka na przestrzeni ostatnich ponad 30-tu lat. 

 

Objął Pan to stanowisko na przełomie sierpnia i września 2015 roku. Wtedy za cel został postanowiony awans do Mistrzostw Europy, które w tym roku rozgrywane będą w Czechach.

To zupełnie mija się z prawdą. Najważniejsze zadanie jakie mi postawiono to odmłodzenie kadry. Bo ta sytuacja która powstała podczas Mistrzostw Europy na Węgrzech i w Rumunii (2 lata temu – DL) pokazała, że wtedy zespół nie rokował na przyszłość. Nie mogliśmy liczyć już na doświadczone, wręcz zasłużone koszykarki, ludzkiego ciała nie oszukamy. Sam proces wymiany pokoleń został rozpoczęty z 1-2 letnim opóźnieniem. Zaczęliśmy od sukcesu czyli zwycięstwa z Białorusią, w nastepnych meczach widać było że brakuje nam zgrania i doświadczenia by ograć Belgię. Uważam że i tak byśmy nie awansowali mimo powołania zawodniczek które jeszcze w niedawnej przeszłości stanowiły o sile reprezentacji. Każdy miesiąc opóźnienia spowodowałby że ciężej byłoby stworzyć skład na kolejne zawody rangi mistrzowskiej w 2019 roku, Mamy sporą zawieruchę w składzie chorób, kontuzji. To jest coś co prześladuje kadrę od kilkunastu miesięcy i jeszcze nie możemy wyjść na prostą. Na dzień dzisiejszy z 15-tu zawodniczek które przewidywałem do reprezentowania Polski ośmiu z nich tutaj brakuje z powodu poważnych kontuzji a to oznacza że trzeba je zastepować kolejnymi, młodymi koszykarkami. Liczę na to  że 2-3 zawodniczki wrócą do września, skład będzie wzmocniony lecz w tym momencie nie wiem dokładnie jak będzie wyglądać podstawowa 12-tka, jest sporo czasu przed nami. Czas pokażał że potrafią wystąpić  nieprzyjemne niespodzianki.

Fakt, przez kilka następnych miesięcy może się wiele wydarzyć. Poza prowadzeniem kadry jest Pan szkoleniowcem występujących w Basket Lidze Kobiet drużyny MKK Siedlce.

To drużyna która w poprzednim sezonie opierała się w głównej mierze na młodych, polskich zawodniczkach. Przede wszystkim zależało mi na ich rozwoju a także by sprawdzić które będą się nadawały do gry w kadrze. Uważam poprzedni sezon za bardzo udany, zajęły 10 miejsce bez zagranicznej zawodniczki, pokazało że warto stawiać na polskie koszykarki. Tylko powstaje duży problem. Każdy kto obserwował w ostatnich trzech latach żeńską koszykówkę w Siedlcach ten wie, że kazda która się wybije to dostaje atrakcyjniejsze oferty i korzysta z nich, niczym ptaszek który wyfruwa ze swojego gniazda. Najgorsze jest to że niektóre robią to za wcześnie. Nie są przygotowane na walkę o miejsce składzie z zagranicznymi zawodniczkami, nie są psychicznie przygotowane by pokazać się trenerom, znaleźć sie w pierwszej piątce a potem giną. Przypomina to syzyfową prace – ciągniesz ten kamień do góry a potem i tak spada na dół. Jeśli chodzi o kadrę to nie ma dwóch zdań. Musimy odmładzać i obserwować te które wracają po urazach czy chorobie. Na dzień dzisiejszy mamy za burtą: Agnieszkę Kaczmarczyk, Dominikę Owczarzak, Aldonę Morawiec, Agnieszkę Śnieżek, Magdalenę Koperwas, Angelikę Stankiewicz, Beatę Jaworską i Justynę Żuraoską. To są dziewczyny które mogą zmienić oblicze kadry, na co licze. Uważam jednak że ten czas nie był stracony, ponieważ przygotowaliśmy zaplecze. Młode dziewczyny które teraz grają a w przyszłości będą stanowić o sile reprezentacji. Zawsze powtarzam że niech się martwią ci, którzy nie odmłodzili zespołów, Ja to mam za sobą więc nie mam o co się martwić. W zeszłym roku graliśmy towarzysko dwa mecze z Węgrami, które prowadzi były szkoleniowiec Wisły Can-Pack Kraków. Po drugim z nich podszedł do mnie, podał rękę i powiedział "Zazdroszczę ci że to zacząłeś. A to co robisz teraz jest przede mną. I nie wiem jak się do tego zabrać'. Musimy przetrwać ten okres, nikt nie wybacza nam porażek i każdy jest niecierpliwy, wydaje mi się przetrwamy, udowodnimy że jesteśmy na dobrej drodze.

Zatrzymajmy się przy Węgrzech a w zasadzie przenieśmy do pana ojczystej Bułgarii. Był Pan selekcjonerem kadry w latach 1980-1984. Mamy obecnie 2017 rok, w międzyczasie przenosiny do Polski. Jak w pana oczach zmieniła się koszykówkach na przestrzeni tych ponad 35 lat w Polsce?

Basket jest nadal ten sam, zmieniły się takie elementy jak szybkość, twardość, walka, siła i moc. Mam trochę sentyment do czasów gdy bylo więcej techniki i gry z głową. Koszykówka przed laty była bardziej atrakcyjna pod kątem techniki oraz przemyślanej gry. Przez to brakuje mi takich zawodników pokroju: Jordana,  Slavnic'ia, Korbala, co mam powiedzieć? Młodzi się inaczej rozwijają, mentalność jest zupełnie inna. Kiedyś liczyły się barwy klubowe, potrafili od trzech do 12 lat grać dla jednego klubu, walczyli i bili się o barwy klubowe. Dla nich to był honor. Teraz najczęściej zmieniają zespół, co 1-2 lata, idą tam gdzie dają większe pieniądze.  Nie widzę teraz ani determinacji ani zaangażowania w reprezentacji, ze reprezentują swój kraj. Od czasu dla czasu dostrzegam że dla zawodników bardziej liczy się to że zarobią pieniądze a nie to że na koszulce widnieje orzełek, wczesniej nie było tego. Ja pochodzę z tego pokolenia które pamięta mistrzowką reprezentację RFN-u (zdobywcy czempiona globu czy igrzysk olimpijskich – DL ) i nie dostawali za to ani grosza. Wszystko się zmienia, idzie w innym kierunku. Czasem żartuję sobie że jestem ostatnim dinozaurem. Tyle że ten dinozaur ma na tyle ambicji i zdrowia że mam nadzieję ze dokończę to co zacząłem. Kieruję się tylko dobrem koszykówki. Nie mam zamiaru polepszać swego CV, dla mnie najważniejsze jest wykonać to zadanie. Jak je wykonam – miejmy nadzieję że z sukcesem – to wtedy odejdę.

Jesteśmy w Pruszkowie (rozmowa została przeprowadzona 23 maja podczas zgrupowania reprezentacji Polski – DL), mieście w którym grają obecnie 1-ligowe drużyny – tamtejszy Znicz Basket i Liderki. Pamiętajmy, że te miasto słynęło z koszykówki na bardzo wysokim poziomie jak na Polskie realia.

Ja bardzo miło wspominam takie miasta, w których były kluby zapisujące sie na kartach historii krajowej koszykówki i bardzo żałuję że sporo z tych dawnych bastionów nie posiadają drużyn na poziomie ekstraklasy. Kiedyś praca przy klubach w Pruszkowie to dla każdego trenera był zaszczyt zarówno kobiet jak i seniorów. Tak też było w Wałbrzychu, Sosnowcu w Bytomiu, zmienia się polityka, ekonomi,a zmienia się nastawienie i możliwości do uprawiania sportu co przekłada się na sukcesy sportowe. W dzisiejszym świecie bez pieniedzy nic się nie zrobi. Z zachodu najczęściej nie bierzemy to, co jest najlepsze a to najgłupsze. Na zachodzie nie nie dojdzie do sytuacji takiej, że np: angielski Sunderland (piłkarski) spadnie do 3 ligi i zostanie rozwiązany, tylko wróci za 5 lat i ponownie powalczy o najwyższe lokaty a może i sięgnie po Puchar Anglii.

 

W drugiej części kontynuowany będzie wątek niszczenia i ponownego budowania poważnych ośrodków koszykówki w kraju, planie stworzenia naprawdę liczącej się drużyny w Piasecznie oraz dlaczego trenera Mollova mozna określać jako człowieka który potrafi coś zrobić z niczego – to wszystko już w poniedziałek!.

 

Rozmawiał Dariusz Lipski fot. SS

Facebook

Więcej newsów w kategorii: Główna