Znajdziesz nas na:

Główna

Ekstraliga kobiet: Deszcz odkrywa słabości

W bardzo kiepskich nastrojach do Piaseczna wrócą z Łęcznej ekstraligowe GOSiRki, które przyjęły srogą lekcję futbolu od v-ce mistrzyń kraju, miejscowego Górnika. Honor biało-niebieskich ratowała Marta Stodulska lecz poza wynikiem 2:5 trenerowi Malarzowi przyszła groźna kontuzja jednego z filarów defensywy – Emilii Baran.

 

 

Od samego początku atakowały przyjezdne. Najpierw w 4 minucie Marta Stodulska zagrałą na prawe skrzydło do Magdy Dudek która popędziła w stronę pola karnego, próba strzału zostałą zatrzymana tuż poza linią bramkową "Górniczek". Chwilę później swą okazję miałą Aleksandra Flegel do której wróciłą piłka w trakcie wykonywania stałego fragmentu gry. Chwila spokoju trwała tylko kilka minut, ponieważ Flegel zagrała do Stodulskiej, ta się odwróciła, minęła rywalkę i uderzyła w róg niestrzezony przez Dorotę Wilk. Znakomitą sytuację miały gospodynie w 14 minucie lecz Anna Żelazko mijając Kaję Ożgo nie umieściła piłki chociażby przy słupku. Jak powiada stare porzekadło "Co się odwlecze to nie uciecze" sprawdziło się w przypadku zawodniczek z Łęcznej. W 28 minucie po dośrodkowaniu Agaty Guściory w polu karnym piłka wylądowała na głowie Olhy Zubchyk któa skierowała futbolówkę prosto do bramki. Jeszcze prrzed przerwą doszło do poważnego osłabienia defensywy GOSiR-ek a to za sprawą faulu na Emilii Baran. Jeszcze przed przerwą Górniczki wyszły na prowadzenie, silne uderzenie z wolnego wykonała Żelazko.

 

Po przerwie dominacja gospodyń narastała z każdą minutą. Dobitnie pokazałą to 57 minuta gdy piłkę z głębi pola otrzymała jedna z ikon współczesnego futbolu kobiecego w postaci Anny Żelazko, ograła Ożgo pobiegła parę metrów i strzeliłą. Próbowała jeszcze interweniować jedna z podopiecznych Mariusza Malarza jednakże piłka odbiła się od słupka i sprawiła że zatrzepotała w siatce. Nie minęło 180 sekund a kolejny raz "Górniczki" podwyyższyły prowadzenie. Tym razem przymierzyła w okno z bezpośredniej odległości ok. 20 metrów Natalia Chudzik. Kolejne 5 minut i koszmar trwa w najlepsze. Znowu o sobie dała znać Żelazko, otrzymała futbolówkę z pogranicza 16-tki od Jędzejewicz i zrobiłą to co musiała – oddała celny strzał.

 

Kolejne trafienie na szczęscie padło na korzyść biało-niebieskich. Stodulska pobiegła lewą flanką, zeszła z piłką do środka i jakby od niechcenie uderzyła (ku jej uciesze) do bramki.


Tekst i foto: Darek Lipski, Łęczna

Facebook

Więcej newsów w kategorii: Główna