Znajdziesz nas na:

Główna

Kopana środa: Deszcz nie ukrył wad

W środę tylko Liga Okręgowa toczyła swe boje i to w dodatku nie wszyscy wybiegli by powąchać murawy, o ile nie została zalana. Tak było w Bielawie gdzie Kosa nie zagrała z LKS-em Chlebnia. W ciężkich warunkach toczono boje na boiskach: stołecznego Świtu, w Oborach i Nadarzynie, natomiast obiekt Przyszłości Włochy może się szczycić co najmniej dobrym drenażem płyty głównej.

Na początek zajrzymy na obiekt położony w południowo-zachodniej części Warszawy, gdzie przybyła Korona Góra Kalwaria. Beniaminek pojawił się by jak później się okazało, dostać srogą lekcję futbolu na tym szczeblu rozgrywek od bardziej zaprawionej w boju ekipie z Włoch. Na dzień dobry bramka samobójcza jednego z defensorów którymi z pozycji ławki trenerskiej dyrygował Jacek Kasztankiewicz. Następnie druga i rezultat 0:2 utrzymał się do przerwy. Później gospodarze się rozstrzelali, ładując 3 piłki między słupki przy czym jedna padła z rzutu karnego. Podczas drugich 45 minut została zdobyta honorowa bramka i powrót do Góry przebiegł w minorowych nastrojach.

 

Przyszłość Włochy – Korona Góra Kalwaria 5:1


O tej samej godzinie na innym obiekcie w stolicy ze świetem mierzyła się Perła Złotokłos. Podpieczni duetu Kopecki-Jaworski jechali na Jelonki z myślą by wreszcie podnieść z murawy pierwsze 3 punkty. Pierwsza połowa wskazywała na mokrym boisku że to gospodarze dopną swego i osiągną sukces. Na szczęście mecze piłkarskie gra się 2 razy po 45 minut i dzięki temu doszło do wyrównania. Może nie zwycięstwo lecz przy obecnej sytuacji kadrowej remis jak najbardziej zasłużony.

 

Świt Warszawa – Perła Złotokłos 1:1


Pół godziny później kończono rywalizację między GLKS-em Nadarzyn a Jednością Żabieniec. Ekipa z Leśnej 15 jakoś nie może znaleźć się w ligowej rzeczywistości. Ultradefensywna taktyka zespołu dowodzonego przez Łukasza Matulkę zawodła tylko raz – gdy skapitulował Wojciech Cygan. Ciekawe kedy beniaminek stanie na wysokości zadania i wygra.

 

GLKS Nadarzyn – Jedność Żabieniec 1:0


Na koniec relacja od naszego korespondenta z Obór

 

Po pierwszym zwycięstwie KS Konstancin skonfrontował swoje siły z rezerwami Ursusa. Pogoda delikatnie mówiąc nie pomogła piłkarzom. Przez cały dzień lał deszcz a na boisku pojawiło się wiele kałuż,które nie sprzyjały wymianie dużej ilości podań a królowała bardziej gra na aferę. Świetnie w ten mecz weszli gospodarze bo już w 2 minucie sam na sam z bramkarzem gości stanął Mikołaj Rybaczuk lecz fenomenalnie spisał się bramkarz Ursusa. W 6 minucie piłka trafiła do Krzysztofa Bogackiego, który popisał się kapitalnym przyjęciem i jeszcze lepszym lobem, który otworzył wynik spotkania .W spotkania nie klub z Obór zbyt wiele okazji 100-procentowych a był to bardziej mecz walki. Gra toczy się głównie w środku pola. Tuż przed przerwą wynik mógł podwyższyć Rybaczuk ale z dobrej okazji nie skorzystał. Chwilę później opuścił boisko z powodu kontuzji. W drugiej połowie obraz gry nie uległ zmianie a wręcz pogorszył się, gdyż boisko było tak przesiąknięte wodą, że piłka co chwilę stawała w miejscu. W 70 minucie KS nie wykorzystał znakomitej okazji  do zdobycia bramki. W polu karnym faulowany był Krzysztof Bogacki a jedenastkę przestrzelił Adrian Szewczyk. W 85 minucie wynik ustalił Przemysław Łaski.

 

KS Konstancin – Ursus II Warszawa 2:0


DL/KB fot. DL

Facebook

Więcej newsów w kategorii: Główna